Imponujący był widok, hasła i obietnice. W chwili politycznego napięcia w Warszawie i koło Helu odbyła się defilada nowoczesności i rozwoju.
Żołnierze biorący udział w defiladzie musieli stoczyć walkę przede wszystkim z upałem. Najlepszym przyjacielem był cień, a najważniejszym zaopatrzeniem woda. Najlepiej zimna, choć bywało z tym różnie. Pakiety butelek – bo tych nie brakowało – stały od rana w słońcu i dopiero ok. godz. 10 ktoś zaczął je przykrywać plandekami.
Który czołg jest najlepszy
„Spałeś?” – usłyszałem pytanie. Milczące kręcenie głową oddawało niekomfortową rzeczywistość przeddefiladowej nocy, którą większość żołnierzy spędziła po prostu na Wisłostradzie: w wozach, na nich czy na trawie. Od rana też zaczynały się rozmowy z przechodniami i ciekawskimi widzami, którzy woleli zawczasu wszystko z bliska obejrzeć, by potem zająć najlepsze miejsca. Nieśmiertelne pytanie – który czołg jest najlepszy – padło z tysiąc razy.