Przez niemal 20 lat służby samoloty F-16 i ich piloci zdołali uniknąć poważnego wypadku. Zdarzył się w końcu: nie w misji bojowej, a w toku przygotowań do pokazu w dniu święta lotników. Rok wcześniej podobna katastrofa na innej maszynie miała miejsce w Gdyni.
Polska straciła wybitnego oficera sił powietrznych, doświadczonego pilota i instruktora, posiadającego najlepsze kompetencje w opanowaniu jednego z najlepszych zasobów obronnych Polski. Myśliwce F-16 nie zanotowały żadnego poważniejszego wypadku ani katastrofy przez niemal dwie dekady eksploatacji 48 egzemplarzy w służbie sił powietrznych RP. Nawet w rozpoznawczej misji bojowej na Bliskim Wschodzie. Ale od dziś mamy ich 47, a przede wszystkim straciliśmy pilota, który za kilkadziesiąt godzin miał być wielką gwiazdą pokazów Air Show w Radomiu (zostały odwołane).
Z filmików nagranych przez fanów lotnictwa spod płotu bazy w Radomiu wynika, że cały fatalny manewr wykonywany był na dopalaczu, a samolot zderzył się z ziemią w czasie wykonywania figury pionowej – pętli, czyli okręgu w pionie, do którego zamknięcia zabrakło tylko trochę miejsca na dole. Nie widać, by pilot podjął nawet próbę wystrzelenia fotela wyrzucanego.