Dlaczego nie rozumiemy, że celem Trumpa może być patronowanie globalnej oligarchii — tłumaczy znany amerykański politolog Alexander Cooley.
Newsweek: Twierdzi pan, że głównym celem amerykańskiej polityki zagranicznej jest wzbogacanie się Trumpa i jego najbliższego otoczenia. Są na to dowody?
Alexander Cooley: Doskonale wiemy, że wiele umów międzynarodowych Trumpa jest skonstruowanych tak, aby napełnić kieszenie prezydentowi, jego rodzinie i lojalistom, jednak wciąż traktuje się to jako efekty uboczne, a nie główny cel jego polityki. Gdyby jednak polityka zagraniczna Trumpa nie była zasadniczo kleptokratyczna, ta administracja nie podejmowałaby systematycznych prób podważenia niezależności i niszczenia takich instytucji, jak Rada Bezpieczeństwa Narodowego, Departament Stanu i Departament Obrony. Nie opierałaby się ona na praktyce, celowo łączącej rozwiązywanie konfliktów, umowy gospodarcze i porozumienia korzystne dla kumpli Trumpa w wielkie megatransakcje, których nie da się zbadać. Nie doprowadziłaby też do systematycznego demontażu dziesięcioleci wysiłków na rzecz zwalczania międzynarodowej korupcji.