Ministerstwo Obrony Narodowej sonduje możliwość pozyskania amerykańskich kołowych transporterów opancerzonych Stryker. Chociaż zdarzało się, że polski producent pojazdów bojowych Rosomak SA pracował na 50 proc. możliwości, a czasem mniej. Plan modernizacji polskiej armii coraz częściej wymyka się jakiejkolwiek logice.
Decyzja MON o sondowaniu możliwości pozyskania amerykańskich strykerów pokazuje, jak wygląda logika polskiej modernizacji technicznej w ostatnich latach. Polityczne deklaracje o wzmacnianiu armii zderzają się tu z brakiem jakichkolwiek kroków w stronę realizacji tych obietnic, niesprecyzowanymi potrzebami operacyjnymi wojska oraz chaosem decyzyjnym, który w Polsce stał się już elementem infrastruktury państwowej.
Wojsko na zakupach, czyli brak długofalowego planowania
Dyskusja o tym, czy sprowadzać używane amerykańskie transportery, nabiera dodatkowego wymiaru, gdy przypomnieć, że Rosomak SA od lat nie wykorzystuje pełni swoich możliwości, a kolejne rządy — mimo deklarowanej potrzeby zwiększania bezpieczeństwa — nie potrafiły zapewnić producentowi stabilnego strumienia zamówień. W ten sposób dochodzimy do momentu, w którym zarówno wierchuszka polityczna, jak i wojskowa mówi: "Ale my rządzimy tutaj od dwóch lat. Wcześniej to nie my!". I tak w większości przypadków od 30 lat. Wystarczy wspomnieć sagę z ORP Ślązak, który z korwety stał się przerośniętą kanonierką, epopeję z Rosomakiem czy w końcu sabotowanie polskiego przemysłu obronnego przez patriotyczny rząd PiS, który kupił haubice samobieżne K9 będące bezpośrednią konkurencją polskich krabów. Teraz rząd koalicji planuje zrobić niemal to samo.