80 lat po zakończeniu II wojny światowej powinno się skończyć raz na zawsze dzielenie żołnierskiej krwi na lepszą i gorszą. Niewątpliwie bitwy o Wał Pomorski, Kołobrzeg i także nasz udział w szturmie Berlina były jak najbardziej zbieżne z polską racją stanu - mówi Piotr Korczyński, historyk.
PAP: Czy 8 maja 1945 roku to święto polskiego żołnierza?
Piotr Korczyński: Odpowiadając na to pytanie, przywołam jednego z najbardziej cenionych i legendarnych oficerów Polskich Sił Zbrojnych, generała Stanisława Sosabowskiego, twórcę i dowódcę 1 Samodzielnej Brygady Spadochronowej. Jak pamiętamy, po niefortunnej operacji „Market-Garden” został on pod naciskiem Brytyjczyków zdjęty z dowództwa swej brygady za mówienie prawdy o owej operacji. Jednakże, kiedy tylko mógł, odwiedzał swoich spadochroniarzy i tak też było po wojnie, gdy brygada razem z 1 Dywizją Pancerną pełniła zadania okupacyjne na terytorium Niemiec. Generał zjawił się w brygadzie w dzień jej święta, 23 września 1945 roku, gdy stacjonowała ona pod Bersenbrück i wygłosił do żołnierzy znamienne przemówienie. Pozwolę sobie przytoczyć jego znaczący fragment: „Nie wiemy, co nas czeka jutro. Ale wiemy jedno: że jesteśmy i będziemy żołnierzami i obywatelami Polski i tylko Polski […].