Delbeta vs Pseudovac – utracony model odporności i rosnący problem sepsy
Polska przez dekady stosowała model odporności, który łączył profilaktykę i leczenie zakażeń w medycynie cywilnej i wojskowej. Dziś świat wydaje miliardy, próbując rozwiązać problemy, które kiedyś były objęte tym systemem – od zakażeń szpitalnych po sepsę. W praktyce mówimy o całym spektrum blisko 200 wirusów odpowiedzialnych za infekcje dróg oddechowych, które system próbuje dziś rozwiązywać fragmentarycznie – zamiast podejścia całościowego. Ten model został jednak porzucony, a jego miejsce zajęła medycyna reagująca na skutki, nie przyczyny.
Polska miała własny, spójny model myślenia o odporności – łączący szczepionki bakteryjne ukierunkowane na konkretne patogeny z podejściem systemowym, wzmacniającym gotowość całego organizmu. Nie był to model teoretyczny, lecz realnie stosowany system profilaktyki i leczenia, którego elementy – takie jak Pseudovac czy szczepionki przeciwgronkowcowe – funkcjonowały w praktyce klinicznej. Przez dekady stosowano go w medycynie cywilnej i wojskowej, łącząc reakcję na znane zagrożenia z uprzedzaniem tych, których nie da się przewidzieć; obejmował m.in. profilaktykę w oddziałach wysokiego ryzyka (oparzeniowych, Oddziałach Intensywnej Terapii (OIT)) oraz przygotowanie żołnierzy poprzez immunostymulację gospodarza.
Model ten został porzucony nie w wyniku przełomu naukowego, lecz w efekcie zmian regulacyjnych i ekonomicznych lat 90., w procesie dostosowania do standardów UE, który stał się faktycznym punktem zwrotnym – uprzywilejowując rozwiązania wąskie, patentowalne i kosztowne kosztem systemowej profilaktyki. W jego miejsce pojawił się system reaktywny – nastawiony na leczenie skutków, a nie budowanie odporności, oparty przede wszystkim na antybiotykoterapii.
Dziś świat próbuje rozwiązać te same problemy – zakażenia szpitalne, gronkowca, pałeczkę ropy błękitnej (Pseudomonas aeruginosa) i antybiotykooporność – rozpoczynając od zera to, co w Polsce funkcjonowało wcześniej jako gotowy model.