Podczas gdy USA "podpaliły" Bliski Wschód, a Europejczycy desperacko próbują gasić ten pożar, Chiny stoją z boku i biernie obserwują rozwój wydarzeń. Władze w Pekinie obrały nowe motto: nigdy nie przeszkadzaj wrogowi, gdy popełnia błąd. A Trump popełnił błąd kardynalny.
Wypowiedzenie wojny Iranowi miało zmienić sytuację na Bliskim Wschodzie poprzez osłabienie nikczemnego reżimu i pokrzyżowanie jego ambicji nuklearnych. Zdaniem najbardziej zagorzałych zwolenników tej idei wojna miała zmienić również świat, zastraszając rosnące w siłę Chiny. Pokazać, że kontrola Waszyngtonu nad przepływem ropy naraża Pekin na zagrożenie. Miała też wzmocnić efekt odstraszania, zestawiając militarną przewagę USA z niechęcią lub niezdolnością Chin do ratowania ich sojuszników.
Po miesiącu walk logika ta nadal wydaje się błędna i arogancka — a przynajmniej tak wygląda z perspektywy Pekinu. Dziennikarze magazynu "The Economist" rozmawiali z dyplomatami, doradcami, naukowcami, ekspertami oraz obecnymi i byłymi urzędnikami w Chinach. Niemal wszyscy podzielają jedno przekonanie — że wojna w Iranie jest poważnym błędem USA. I że Pekin już ma plan, jak go wykorzystać.