Firmy, choć ponoszą koszty zatrudnienia pracownika, nie mogą na etapie rekrutacji pytać o to, czy kandydat do pracy jest żołnierzem WOT albo czy zamierza przystąpić do tej służby. Z kolei osoba ubiegająca się o pracę nie musi o tym mówić, bo o fakcie powołania do terytorialnej służby wojskowej ma obowiązek zawiadomić niezwłocznie, ale… swojego pracodawcę, czyli dopiero gdy podpisze umowę o pracę. Tyle, że pracownik-żołnierz często tego obowiązku nie dopełnia, a fakt bycia terytorialsem wychodzi na jaw dopiero, gdy zamierza skorzystać z ochrony przed zwolnieniem.
O tym, że posiadanie pracowników będących żołnierzami Wojsk Obrony Terytorialnej (WOT) oznacza kłopoty w organizacji pracy, zwłaszcza w dużych firmach, produkcyjnych, w małych miastach, wiadomo nie od dziś. Ostatnio jednak także mniejsze firmy stają w obliczu braku pracownika, który np. będąc kierowcą, nie pojawił się w pracy, by rozwieźć bułki z piekarni. - Czy możemy zwolnić pracownika, który nie poinformował nas, że jest żołnierzem WOT - pyta jedna z naszych Czytelniczek. Z kolei właściciel firmy zatrudniającej kilkadziesiąt osób napisał: - Pracownik nie wykonuje swoich obowiązków pracowniczych. Powiedziałem mu więc, że jeśli nie zacznie się bardziej starać, to zostanie zwolniony. W odpowiedzi usłyszałem, że nie mogę go zwolnić, bo on jako żołnierz obrony terytorialnej, na to się nie zgadza. Czy to prawda, że nie mogę go zwolnić? Czy skoro nie przedstawił dotąd dowodu potwierdzającego powołanie do WOT, to mimo to, korzysta z ochrony przed zwolnieniem?
- Zwłaszcza emerytom wojskowym bardzo odpowiada służba w stosunkowo nowych instytucjach jakimi są aktywna rezerwa i WOT, bo mogą być aktywni w ograniczonym zakresie czasowym, a wojsko stosunkowo niskim kosztem pozyskuje wykwalifikowanego żołnierza po przeszkoleniu i przysiędze - mówi serwisowi Prawo.pl dr Paweł Bała, adwokat prowadzący własną kancelarię prawną. To są formy, z założenia ustawodawcy, pozwalające łączyć elastycznie pracę zawodową ze służbą ojczyźnie.