Przewrót majowy 1926 roku nie był ani klasycznym zamachem stanu, ani rewolucją – powiedział PAP prof. Andrzej Chwalba, autor książki „Maj 1926”. Jak podkreślił, decyzja Józefa Piłsudskiego była podejmowana pod presją i wymknęła się spod kontroli. Ujawniła też słabość instytucji państwa.
PAP: Panie profesorze, czym właściwie był maj 1926 roku – zamachem stanu czy próbą rewolucji?
Prof. Andrzej Chwalba, historyk: Już współcześni nie potrafili się co do tego porozumieć i nie był to jedynie spór terminologiczny, lecz spór o sens wydarzeń. W obiegu funkcjonowały określenia bardzo różne – od „rokoszu” i „konfederacji”, które odwoływały się do tradycji politycznej dawnej Rzeczypospolitej, po „zamach”, „przewrót”, a nawet „juntę wojskową”. Sam Piłsudski mówił o „rewolucji bez rewolucyjnych konsekwencji”, co dobrze oddaje niejednoznaczność tych wydarzeń.
Jeżeli jednak spróbujemy oddzielić język od faktów, to widać wyraźnie, że nie była to rewolucja w sensie ścisłym. Rewolucja zakłada istnienie aktywnego podmiotu społecznego – zorganizowanego, uzbrojonego i zdolnego do przejęcia władzy. Tymczasem ludność cywilna w Warszawie była raczej uczestnikiem biernym: obecnym, emocjonalnie zaangażowanym, często sprzyjającym Piłsudskiemu, ale nieprowadzącym walki. Były to starcia wojska z wojskiem, ograniczone do centralnych dzielnic miasta – rejonu mostów, Belwederu i Śródmieścia – bez objęcia choćby prawobrzeżnej części Warszawy.