Współpraca z Rosją w śledztwie ws. katastrofy smoleńskiej praktycznie od początku układała się źle – powiedział PAP prok. Krzysztof Schwartz, kierujący zespołem śledczym, który od 2016 r. prowadzi postępowanie ws. katastrofy z 10 kwietnia 2010 r. Rosyjski materiał dowodowy był "dziurawy jak sito" - podkreślił.
Prokurator ocenił też, że od 2015 r. Rosjanie w ogóle nie współpracują z polską prokuraturą, mimo skierowanych prawie 40 wniosków o pomoc prawną, natomiast wcześniej przekazany przez nich materiał dowodowy był zabezpieczony w sposób "nieprofesjonalny i pełen luk, które "bardzo łatwo zapełnić teoriami spiskowymi". Dodał, że również działania po stronie polskiej – zwłaszcza w pierwszych tygodniach po katastrofie samolotu Tu-154M – były niewystarczające, co - jego zdaniem - umożliwiło rozwój różnych teorii na temat przyczyn katastrofy.
"Główne śledztwo w sprawie katastrofy smoleńskiej, które zostało wszczęte przez Wojskową Prokuraturę Okręgową w Warszawie 10 kwietnia 2010 r., zostało po likwidacji prokuratury wojskowej przekazane w 2016 roku do prowadzenia powołanemu zespołowi śledczemu. Z naszej analizy akt wynikało wprost, że strona rosyjska zabezpieczyła materiał dowodowy w sposób merytorycznie skandaliczny. Było to dziurawe sito – między innymi nieprofesjonalnie zabezpieczone dowody, nieprofesjonalnie przeprowadzone oględziny" - wymieniał prok. Schwartz.