Dalekonośne armaty, nowe czołgi i samoloty myśliwskie, a także okręty – to wszystko miała posiadać polska armia w 1942 roku, ale rozmowy o zagranicznych kredytach się ślimaczyły, a Hitler nie zamierzał czekać z rozpoczęciem wojny.
Najważniejszym partnerem wojskowym Polski w okresie międzywojennym była Francja. Skutkowało to m.in. uzbrojeniem polskiego wojska w wyprodukowany tam sprzęt, a w latach trzydziestych - budową wzorowanego na Linii Maginota systemu umocnień wzdłuż granicy polsko-niemieckiej. Tuż po śmierci Józefa Piłsudskiego w 1935 r. nowe dowództwo – z marszałkiem Edwardem Rydzem-Śmigłym oraz szefem Sztabu Głównego Wacławem Stachiewiczem - uznało, że modernizację i rozbudowę sił zbrojnych należy ująć w spójny, kompleksowy program, nastawiony na wprowadzanie nowego uzbrojenia. Potrzebne na ten cel pieniądze miały pochodzić m.in. z kredytów.
Jak przypomniał w „Przeglądzie Historyczno-Wojskowym” znawca tego tematu Wojciech Mazur, polskie starania o francuską pomoc spotkały się jednak z chłodnym przyjęciem. „W komentarzu sporządzonym przez Deuxieme Bureau (biurze francuskiego wywiadu wojskowego – PAP) podkreślono, że od czasu podpisania w 1934 r. paktu o nieagresji z Niemcami, Rzeczpospolita żywi względem tego państwa oraz jego przyjaciół (w szczególności Węgier) ciepłe uczucia, równocześnie demonstrując chłód wobec Francji” – przypomniał Mazur. Wprost powiedział to Alfredowi Chłapowskiemu (polskiemu ambasadorowi w Paryżu) szef francuskiej dyplomacji Pierre-Etienne Flandin. Dopytywany w lutym 1936 r. o szanse na francuski kredyt zwrócił uwagę, że „stosunki obu państw od kilku lat nie są normalne”. Na niekorzyść Polski przemawiały też w tej sprawie napięte stosunki z Czechosłowacją, która dla Francji była ważniejszym partnerem.