Rządzący snują wizję wielkiej armii. Problem w tym, że nawet obecną, mniej liczną, nie potrafimy dobrze zarządzać. Stanowiska rezerwistów, a nawet żołnierzy w służbie czynnej, są przydzielane bez uwzględnienia zdolności i mocnych stron kandydatów.
Przez sześć lat służyłem w Wojskach Obrony Terytorialnej. Gdy zapisywałem się do formacji, jeszcze jako uczeń technikum, miałem swoją pierwszą styczność z Wojskowym Centrum Rekrutacji (wtedy Wojskową Komendą Uzupełnień). Podczas rozmowy z podoficerem, który odpowiadał za przyznanie mi odpowiedniego stanowiska, usłyszałem pytanie: „Czy lubię rozmawiać przez telefon?”. Odpowiedziałem, że nie, na co żołnierz zareagował niezadowoloną miną. „W takim razie radiotelefonista odpada” – usłyszałem w odpowiedzi.