Opozycja, która chwilowo zajmuje się dowodzeniem, jak bardzo antypolski jest program SAFE, z dużym prawdopodobieństwem wkrótce ostro zaatakuje udział Polski w "wysuniętym odstraszaniu".
Ten temat w ogóle nie pojawiłby się ani w debacie publicznej, ani w polityce międzynarodowej, gdyby nie nowe okoliczności dla bezpieczeństwa zbiorowego w Europie — nowe w perspektywie wieloletniej, właściwej dla tej dziedziny.
Pierwsza z nich to agresja Rosji na Ukrainę w 2022 r. (a ściślej mówiąc: jej znacznie bardziej drapieżna faza). A druga to powrót do władzy w USA Donalda Trumpa i jego — najdelikatniej rzecz ujmując — niejasny stosunek do Rosji Putina. Skoro w XXI w., w dobie rozbudowanych konwencji prawno-międzynarodowych podtrzymujących suwerenność państw, Rosja bez pardonu atakuje i zmierza do zniszczenia swojego sąsiada; a także skoro sojusznicze gwarancje amerykańskie coraz bardziej się nadwątlają, to sytuacja bezpieczeństwa Europy jest całkowicie nowa. Nieznana zachodnim Europejczykom od upadku Niemiec nazistowskich, a wschodnim Europejczykom — od upadku Związku Radzieckiego.