Donald Trump liczył na to, że dzięki cłom do budżetu USA wpłyną setki tysięcy dolarów od rzekomo nieuczciwych partnerów handlowych. Nawet nie zdaje sobie jednak sprawy z tego, jaki błąd popełnił. Analitycy Goldman Sachs szacują, że aż cztery piąte kosztów ceł poniosły dotychczas amerykańskie firmy i konsumenci, a tacy giganci jak Ford lub GM w drugim kwartale tego roku zapłacili za nie odpowiednio 800 mln i 1,1 mld dol. (2,9 mld zł i 4,1 mld zł). Trump zasiał wiatr i przyszło mu zbierać burzę. Jej skutki będą głębokie i długotrwałe. Także — albo przede wszystkim — dla Amerykanów.
Ponad 100 dni po ogłoszeniu przez Donalda Trumpa "Dnia Wyzwolenia", w którym zapowiedział, że nałoży cła na szereg krajów, coraz bardziej wyraźny staje się nowy porządek światowego handlu. Jest to system preferencji imperialnych.
Kanada rozgniewała prezydenta USA, twierdząc, że zamierza uznać państwowość Palestyny, w związku z czym musi liczyć się z cłem w wysokości 35 proc. Trump uważa, że eksporterzy oszukują USA, wobec czego 31 lipca zapowiedział, że nałoży "wzajemne" cła na wielu partnerów handlowych w wysokości od 10 proc. do 41 proc. Aby odeprzeć te groźby, Unia Europejska, Japonia i Korea Południowa zawarły z Trumpem porozumienia, w których zobowiązują się otworzyć swoje rynki i zainwestować setki miliardów dolarów w Ameryce w zamian za cła w wysokości 15 proc.