Donald Trump i jego najbliżsi współpracownicy są przekonani, że atakując Iran, ratują świat przed zagrożeniem nuklearnym. Coraz więcej przywódców ma jednak inne zdanie. Potęga, którą prezydenci USA tworzyli latami, już nie tylko się chwieje, ale i zaczyna upadać — i to z hukiem. Na ich miejsce wkracza ich największy wróg: Chiny.
Wojna z Iranem osłabia wpływy Stanów Zjednoczonych na całym świecie i zaostrza ich napięcia z krajami, które już teraz borykają się z trudnościami spowodowanymi drugą kadencją prezydenta Donalda Trumpa. To erozja potęgi, którą trudno będzie odwrócić, zwłaszcza że przeciwnicy USA, tacy jak Chiny, już teraz wykorzystują tę sytuację.
Racjonowanie paliwa sparaliżowało transport, frustrując przywódców wielu krajów — od Bangladeszu po Słowenię. Przez wojnę w Iranie muszą zmagać się z konsekwencjami wojny, której nie chcieli. W krajach z większością muzułmańską media zalewane są antyamerykańskimi narracjami, często za cichą zgodą rządów. Nawet sojusznicy USA w NATO ograniczyli swoją pomoc dla tego kraju, a niektórzy podkreślają, że administracja Trumpa nie skonsultowała się z nimi przed rozpoczęciem walki z Iranem.