Płk Romeo Feraru, rzecznik wojskowego Instytutu „Cantacuzino". Kadr z programu „Universitaria", TVR2, 12 listopada 2023 r. Źródło: TVR2 / Institutul Cantacuzino.
Bezpieczeństwo zdrowotne państwa, własna produkcja preparatów biologicznych, reagowanie na epidemie, pandemie i zagrożenia biologiczne — takie zadania znalazły się w dokumentach towarzyszących podporządkowaniu Instytutu Cantacuzino rumuńskiemu Ministerstwu Obrony Narodowej. W 2017 roku państwo uznało, że instytucję odpowiedzialną przez dziesięciolecia za szczepionki i preparaty biologiczne trzeba ratować pod nadzorem wojska. Trzy lata później przyszła pandemia.
Rumunia zdążyła zrobić to przed COVID-19. Pandemia szybko przypomniała jej, dlaczego własne zaplecze biologiczne może mieć znaczenie dla bezpieczeństwa państwa. Polidin ponownie znalazł się w centrum publicznej debaty, a 93-letnia „Pani Polidin” przypomniała Rumunom o technologii, którą ich państwo utraciło.
Ale ten ślad nie kończy się w Rumunii. Prowadzi do polskiej Delbety, Polyvaccinum i Pseudovacu — i do pytania, co naprawdę zostało z biologicznej tarczy państwa.
Tekst został pierwotnie opublikowany na Substacku „Kolski – Bez Fikcji”.
https://arturkolski.substack.com