— To kolejny krok na drabinie eskalacji. Przekroczono linię, której wcześniej nie przekraczano. Dla służb specjalnych to jasny sygnał, że na naszym terytorium działają profesjonaliści — mówi płk Grzegorz Małecki, były szef Agencji Wywiadu. W rozmowie z Onetem tłumaczy, dlaczego dotychczasowe metody kontrwywiadu przestają wystarczać i jakie mogą być rzeczywiste intencje sprawców wysadzenia torów niedaleko stacji kolejowej we wsi Mika.
"To demonstracja siły"
Przypomnijmy, że w niedzielę rano maszynista pociągu zgłosił nieprawidłowości w infrastrukturze kolejowej w rejonie Życzyna w pow. garwolińskim, w pobliżu stacji PKP Mika. Mazowiecka policja podała, że wstępne oględziny torowiska wykazały uszkodzenie jego fragmentu, które spowodowało zatrzymanie pociągu.
Dziś premier Donald Tusk poinformował, iż wszystko wskazuje na to, że mamy do czynienia z aktem dywersji. — Na szczęście nie doszło do tragedii, ale sprawa jest bardzo poważna — stwierdził szef rządu. Przekazał też, że na miejscu jest policja, CBŚ, prokuratura i eksperci, którzy badają każdy szczegół tej sprawy.