Zaproszono mnie na szczyt NATO — podziękowania należą się brytyjskiemu Chatham House i Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa. I rzeczywiście poczułem się bezpiecznie, gdy na dzień dobry podczas przesiadki w Stambule zgarnęła mnie turecka policja. A było to pierwsze z trzech zatrzymań.
Przesłuchanie nie trwało długo, dość szybko mnie puścili i na samolot się nie spóźniłem. W Ankarze odebrali, znów przepytali, mundurów tylko zapomnieli. Głupio wybrałem sobie hotel przy samym kompleksie prezydenckim w czerwonej strefie. Idiotycznie założyłem, że będę miał bliżej. W efekcie cały szczyt spędziłem z turecką policją w hotelowej kawiarni, a tylko na swoje eventy udawałem się długimi spacerami tam, gdzie dało się przejść gdzieś poboczami autostrad.