Poniżanie, wyzywanie, nocne telefony z niemoralnymi propozycjami i nakaz pilnowania budowy prywatnego domu szefa — to codzienność, o której w rozmowie z "Gazetą Wyborczą" opowiadają policjanci z Grójca. Jednej z policjantek naczelnik miał napisać, że nie może zasnąć i "dyga mu łodyga". Choć prokuratura wszczęła już śledztwo w tej sprawie, funkcjonariusze wciąż boją się zemsty. — Przełożony o wszystkim wie i dalej stosuje mobbing — alarmują.
Skandal w Komendzie Powiatowej Policji w Grójcu wybuchł, gdy podwładni zdecydowali się powiadomić Biuro Spraw Wewnętrznych Policji. Zarzuty, jakie stawiają swojemu przełożonemu, są porażające. Naczelnik wydziału ruchu drogowego miał m.in. polecać policjantom monitorowanie budowy jego prywatnego domu w sąsiedniej gminie, mimo że miejscowość ta nie znajduje się na liście miejsc wyznaczonych do patrolowania. Funkcjonariusze mieli sprawdzać, czy na posesji szefa nie dochodzi do aktów wandalizmu.