Bitwa Warszawska stoczona była na przedpolach stolicy, ale choć z pozoru życie płynęło zwyczajnie, mieszkańcy żyli w stanie wyjątkowego napięcia. Gromadzili broń i żywność, jednak zaglądali też czasami do kina i teatru.
Sierpień 1920 roku zapowiadał się kapryśnie. „Ilustrowany Kurier Codzienny” pisał, że „owoce jarzębiny przedwczesną dojrzałością zapowiadają złowieszczo sezon przenikliwych chłodów”. W nocy z 14 na 15 sierpnia przeszły gwałtowne ulewy, które według relacji generała Władysława Sikorskiego „zamieniły drogi w rwące potoki”, a „amunicję do Radzymina nosili żołnierze na plecach”. Józef Piłsudski uważał jednak, że mgła, która przyszła po deszczowych dniach, pozwalała im skutecznie ukryć się przed wrogiem. Ta osłona, choć jednocześnie ograniczała widoczność, przynosiła też wyraźną poprawę pogody. I tak 15 sierpnia Warszawiacy doświadczyli już zupełnie innej aury.
Maria Dąbrowska notowała entuzjastycznie: „pogoda cudna, upały”, a Zofia Kossak-Szczucka w spektakularnej zmianie warunków atmosferycznych upatrywała rychłego zwycięstwa dla Polski. Zanim jednak stoczono decydującą bitwę, w Warszawie panowało napięcie pełne niepokoju, ale też nadziei.