Krótko po tym, jak polskie media poinformowały o rozsyłaniu kart mobilizacyjnych, w sieci zaczęły pojawiać się ich zdjęcia. Publikowały je rosyjskie i ukraińskie kanały na Telegramie. Problem w tym, że dokumenty zostały wygenerowane przez AI.
"Wojskowe Centra Rekrutacji wysyłają do Polaków karty mobilizacyjne. Trafiają przede wszystkim do żołnierzy rezerwy, jednak mogą je otrzymać również cywile — specjaliści z kluczowych dla wojska dziedzin m.in. lekarze, informatycy czy logistycy" — poinformowała redakcja RMF FM 4 września po godzinie 8.00. W artykule słusznie wskazano, że takie karty są wydawane w czasie pokoju. Z dokumentu osoba dowiaduje się, do jakiej jednostki wojskowej lub organizacyjnej musi się zgłosić w przypadku m.in. wybuchu wojny.