Pod koniec kwietnia sekretarz obrony USA Pete Hegseth ogłosił zakończenie obowiązkowych szczepień na grypę w podległych mu siłach zbrojnych. Okrasił to słowami o wolności przekonań, religii i złym Joe Bidenie. Szczepienia właśnie po cichu wracają, bo natura szybko pokazała, dlaczego przez dekady były obowiązkowe.
Zniesienie przymusu Hegseth ogłosił 21 kwietnia. - Pod katastrofalnymi rządami Bidena Pentagon prowadził nieugiętą wojnę przeciw naszym wojownikom na wielu frontach. Pozbawił w tym ich podstawowej wolności religijnej i wolności wyboru w kwestiach medycznych - powiedział w nagraniu umieszczonym w sieci. Obowiązkowe coroczne szczepienie przeciw grypie nazwał "absurdalnym i przesadnym". Dodał, że "osłabia nasz potencjał do prowadzenia wojny".
Grypa szybko "skorzystała" z okazji
Ostatnie sformułowanie jest szczególnie fascynujące, gdy wiadomo, dlaczego wojska całego świata podchodzą zazwyczaj bardzo rygorystycznie do kwestii szczepienia żołnierzy. Dlaczego dostają oni nieraz końskie dawki, zwłaszcza przed wyjazdami na misje zagraniczne. Wojska nie robią tego z altruistycznej troski o ich dobrostan. Po prostu chcą mieć jak największą pewność, że kiedy zajdzie potrzeba, jak najwięcej żołnierzy będzie w stanie walczyć. Wynalezienie szczepionki na grypę i wprowadzenie jej do masowego użycia to nie przez przypadek w znacznej mierze zasługa Pentagonu.