Minister Tomasz Siemoniak ostro zareagował na krytykę służb ze strony szefa BBN Sławomira Cenckiewicza. Po tym, jak "Gazeta Wyborcza" ujawniła, że Sławomir Cenckiewicz zataił w ankiecie bezpieczeństwa zażywanie leków oddziałujących na układ nerwowy, szef BBN ocenił, że za wyciekiem informacji w tej sprawie muszą stać służby specjalne. "To były metody za rządów PiS. Coś się komuś pomyliło" — zareagował na zarzuty Tomasz Siemoniak
Dlaczego to jest ważne?
W poniedziałek "Gazeta Wyborcza" ujawniła, że szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego Sławomir Cenckiewicz miał zataić w ankiecie bezpieczeństwa, że zażywał leki oddziałujące na ośrodkowy układ nerwowy. Jeszcze przed ujawnieniem pełnej treści publikacji w sieci wybuchła dyskusja. "Posiadać kolejny dowód na to, jak tajne służby przekazują dane wrażliwe patologicznym nienawistnikom — to jest spory uzysk" — napisał sam Sławomir Cenckiewicz. Głos zabrali także współpracownicy prezydenta Karola Nawrockiego oraz politycy Prawa i Sprawiedliwości. Swoje stanowisko opublikowała również Naczelna Izba Lekarska, która potępiła ujawnienie informacji o lekach przyjmowanych przez szefa BBN.