Trump, rozpoczynając wojnę handlową z sąsiadem, myślał, że trzyma w ręku wszystkie karty. "NIE POTRZEBUJEMY KANADY, TO ONI POTRZEBUJĄ NAS" — stwierdził w mediach społecznościowych. Kanadyjczycy, chociaż mniej liczni, postanowili tymczasem przeprowadzić precyzyjny atak na gospodarkę USA. Trump "poniesie konsekwencje" — ostrzegają już teraz nawet sami Republikanie.
Równie lekceważąco do kanadyjskich działań odwetowych odniósł się sekretarz skarbu USA Scott Bessent. — Nie sądzę, żeby można było prowadzić grę typu "oko za oko" z kimś, kto jest 13 razy większy od ciebie — powiedział.
Amerykanie zapomnieli jednak o kluczowym fakcie — w wojnie handlowej nie chodzi wyłącznie o wielkość gospodarki.
Czytaj nas częściej w Google
"Maksymalna presja"