Na Węgrzech nie ma już propagandowych mediów publicznych, a szanse na powstanie węgierskiej "Republiki" są niewielkie. — Przyszłość Fideszu i Orbana rysuje się w tak ponurych barwach, że żaden oligarcha nie chce na to wydawać pieniędzy — dla Onetu komentuje węgierski dziennikarz Zsolt Kerner. Kolejny przedstawiciel mediów, Ivan Nagy zwraca uwagę na reakcję obecnej opozycji na Węgrzech.
We wtorek o godz. 16 węgierska telewizja państwowa M1 zawiesiła nadawanie, po tym, jak nowo powołane tymczasowe kierownictwo nadzorującego media publiczne holdingu MTVA ogłosiło gruntowne zmiany w działaniu nadawców publicznych. Przez parę godzin na ekranach widzowie mogli zobaczyć czarną planszę ze specjalnym komunikatem. "Media publiczne nie mogą kłamać. Przepraszamy za to, że robiliśmy to przez lata" — można było przeczytać.