"Dołek", "dwusetki" i "obnulenije" to hasła z krótkiego, ale makabrycznego słownika, które znają w Rosji nawet dzieci. Wszystkie opisują okrucieństwa rosyjskiej armii wobec jej własnych żołnierzy, których eksploatuje nawet po tym, jak zginą — bo martwy żołnierz bywa wart więcej niż żywy.
List, który 15-letnia Anastazja pisze do rzecznika praw człowieka, zaczyna się słowami: "Dzień dobry, Andrieju Jurjewiczu". Najpierw przedstawia w nim swoją rodzinę: trzy siostry, z których najmłodsza, Daria, jest niepełnosprawna. Ojciec, 51-latek o słabym zdrowiu, powołany w ramach mobilizacji, przebywa gdzieś na froncie. Teraz, jak pisze Anastazja, zmusza się mężczyzn do podpisywania kontraktów; kto odmówi, trafia "do ataków szturmowych na obnulenije". Albo umowa, albo obnulenije. Jej matka wysłała już pismo do prokuratury wojskowej, ale boi się, że nie zdąży na czas — by "uratować ojca przed obnulenije".