Wydawać by się mogło, że sojusz Rosji z Serbią jest tak silny, że nie sposób go ruszyć. A jednak Kreml dokonał niemożliwego. Gdy byłam w Serbii 2024 r., o Rosji mówiło się tam ze szczerym podziwem, a mieszkańcy dosłownie czcicli Putina. Dziś na usta cisną się im tylko przekleństwa — bo Kreml uderzył w ich najczulszą nutę i zaprowadził na skraj poważnego kryzysu paliwowego. — Robiliśmy to, co nam powiedzieli rosyjscy przyjaciele i nasz kraj znalazł się w bardzo trudnej sytuacji — powiedział prezydent Serbii Aleksandar Vucić. Mieszkańcy jego kraju nie są tak dyplomatyczni.
Podczas gdy w Rosji dyskutuje się nad przyszłością zagranicznych aktywów firmy Łukoil [musi je sprzedać przez amerykańskie sankcje], w Serbii rozgrywa się prawdziwy dramat. Jego wynik może być bolesny nie tylko dla Belgradu, ale i dla Moskwy — może ona stracić ostatniego szczerego przyjaciela w Europie.
— Zrobiliśmy wszystko, by pomóc rosyjskiemu inwestorowi, wszystko, co podpisywali Rosjanie, podpisywaliśmy również my. Robiliśmy to, co nam powiedzieli rosyjscy przyjaciele i nasz kraj znalazł się w bardzo trudnej sytuacji — takimi słowami w przemówieniu do narodu prezydent Serbii Aleksandar Vucić wyjaśnił, jak to się stało, że już przed nowym rokiem jego kraj może znaleźć się w obliczu poważnego kryzysu paliwowego.