To, co jeszcze wczoraj wydawało się nie do pomyślenia, dziś staje się realnym scenariuszem. W obliczu narastających napięć geopolitycznych — od wojny w Ukrainie po nieprzewidywalną politykę USA — szwedzka klasa rządząca coraz poważniej rozważa przystąpienie do strefy euro. Poza Szwecją tylko Polska, Czechy, Węgry i Rumunia pozostają dziś krajami, które wciąż nie przyjęły wspólnej waluty UE, mimo że są do tego zobligowane. Euro, dotąd postrzegane jako symbol utraty suwerenności, zaczyna być traktowane jako potencjalna tarcza chroniąca gospodarkę przed skutkami globalnej niestabilności.
Rezygnacja z własnej waluty byłaby sprzeczna z wieloletnim podejściem Szwecji, zgodnie z którym krajowa kontrola nad koroną jest istotnym narzędziem polityki gospodarczej.
Szwecja nigdy nie uzyskała formalnego wyłączenia z unii walutowej, tak jak jej duńscy sąsiedzi, ale referendum z 2003 r., w którym zdecydowana większość opowiedziała się przeciwko przystąpieniu niej, sprawiło, że Bruksela nigdy nie naciskała w tej sprawie.