— Nie chciałem już dłużej tracić czasu. Ukraina potrzebuje żołnierzy — a ja potrafię walczyć. Chciałem pomóc moim przyjaciołom wyrzucić Rosjan z ich kraju — opowiada Szwajcar Jona Neidhart, który dołączył do jednej z brygad sił Kijowa. I to mimo tego, że według szwajcarskiego prawa służba w zagranicznej armii jest przestępstwem. Krajowy wymiar sprawiedliwości wszczął przeciwko niemu postępowanie. Choć przyszłość Neidharta jest niepewna, on jest pewien jednego.
Jona Neidhart stoi przy grobie swojej matki w Kirchlindach. Prawdopodobnie po raz ostatni w najbliższym czasie — myśli Szwajcar, który zdecydował się walczyć w Ukrainie. Złoty wiatraczek obok krzyża pogrzebowego obraca się na letnim wietrze. Neidhart ma łzy w oczach. — Na froncie straciłem ponad 40 towarzyszy broni — mówi. Myślał, że nic już nie może go zszokować. — Ale śmierć mamy bardzo mnie dotknęła — dodaje.
Wiadomość o ciężkiej chorobie matki skłoniła na początku czerwca urodzonego w Zurychu żołnierza do opuszczenia towarzyszy z elitarnej ukraińskiej jednostki 3. Brygady Szturmowej i potajemnego powrotu z frontu ukraińskiego do Zollikofen. Kilka dni później matka zmarła.