Użycie syren alarmowych w sobotę rano w Lubartowie było "wypadkiem przy pracy" - powiedział wiceszef MON Cezary Tomczyk na antenie TVN24. "Wszyscy byliśmy postawieni na nogi bardzo wcześnie, łącznie z wicepremierem, szefem MON Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem" - tłumaczył. Według niego takie sytuacje zdarzają się rzadko i za każdym razem, kiedy mają miejsce, społeczeństwo staje się mądrzejsze.
W sobotę nad ranem w Lubartowie (Lubelskie) zawyły syreny alarmowe. Alarm niedługo potem odwołano, bo nie potwierdzono zagrożenia. Miało to związek porannymi atakami rakietowymi Rosji na Ukrainę.
Tomczyk pytany w sobotę w TVN24, czy syreny te zostały uruchomione słusznie, podkreślił, że "był to wypadek przy pracy", dodał jednak, że "lepiej dwa razy włączyć syrenę w taki sposób, niż raz nie włączyć, kiedy naprawdę będzie zagrożenie z powietrza".