"L.G. zaaprobował okupację Warszawy przez bolszewików" – komentował oniemiały marszałek brytyjskiej armii. Nie on jeden był w szoku. Dla ułudy korzyści handlowych premier Llyod George był gotowy pomóc Leninowi w zajęciu ziem Rzeczpospolitej i demontażu niepodległej Polski.
Przełom lipca i sierpnia 1920 roku to właściwie jedno wielkie pasmo sukcesów Armii Czerwonej, która nieubłaganie parła na zachód. Wydawało się, że już nic nie powstrzyma bolszewickiej nawały i lada dzień polski opór zostanie złamany, a wojska Tuchaczewskiego wkroczą triumfalnie do Warszawy.
Bezstronny mediator? Wolne żarty
W tej sytuacji brytyjski premier David Lloyd George uznał, że właśnie jemu powinno przypaść w udziale wynegocjowanie rozejmu. Problem polegał jednak na tym, że Francuzi nie byli skłonni do firmowania takiego porozumienia i mieli w planach dalsze wspieranie polskiego oporu.