Huk wystrzałów i dym w medialnych relacjach ze szkolenia medyków pola walki kontra rzeczywistość szpitalnych piwnic. Choć 1. Wojskowy Szpital Kliniczny w Lublinie ogłosił powstanie nowoczesnego Zakładu Medycyny Pola Walki, w rzeczywistości okazuje się, że placówka nie posiada ani odpowiedniego sprzętu, ani doświadczonej kadry szkoleniowej. W tle wielkiej polityki i walki o duże pieniądze toczy się spór o bezpieczeństwo żołnierzy oraz standardy szkolenia medycznego.
Strzały, wybuchy, dym i jęki rannych. W ciasnych pomieszczeniach uwijają się medycy, niosąc pomoc poszkodowanym w działaniach wojennych. Pod presją czasu muszą radzić sobie z tamowaniem masywnych krwotoków, opatrywaniem amputacji i ran postrzałowych, intubacją dotchawiczą, odbarczaniem odmy prężnej czy drenażem opłucnej.
Takie dramatyczne sceny w ostatnich miesiącach pokazywały media, prezentując reportaże z 1. Wojskowego Szpitala Klinicznego w Lublinie, który pochwalił się utworzeniem u siebie Zakładu Medycyny Pola Walki i Katastrof. Problem w tym, że te obrazki mają niewiele wspólnego z rzeczywistością.